Było już dawno po północy, podczas gdy Alexander siedział w kuchni, podgrzewając zupę dyniową, którą zrobiła Rose z tego, co zostało po wycinaniu dyń. W małym telewizorze, powieszonym w rogu, pod sufitem, grano maraton horrorów. Jakaś typowa, pusta blondynka właśnie złamała sobie nogę, uciekając przed zamaskowanym mordercą. Przelał pomarańczowy krem z garnuszka do miski, gdy usłyszał dźwięk kroków dochodzący zza ściany. “Kto może nie spać o tej porze?” - pomyślał. W końcu drzwi uchyliły się, lecz gdy odwrócił głowę, by zobaczyć kto to, nie zobaczył nikogo.
- Jest tutaj ktoś? - zapytał niepewnie.
Oczywiście nie doczekał się odpowiedzi. Chwiejnym krokiem podszedł do drzwi i przyjrzał się uważnie ciemnemu salonowi. To, co zobaczył, zmroziło krew w jego żyłach. Na środku pokoju, na grubym sznurze, wisiał starszy mężczyzna w garniturze i kapeluszu. Delikatne światło, wpadające zza okna, oświetlało wisielca. Czarnowłosy początkowo zawahał się, czy w ogóle chce wychodzić z kuchni, jednak w przypływie adrenaliny podszedł do nieboszczyka. Mimo że był powieszony, miał szeroką ranę od noża na szyi. Alexander wystraszył się i postanowił od razu pobiec, obudzić kogoś, by pomógł mu cokolwiek zrobić.
- Derek!!! - krzyczał biegnąc do jego pokoju.
Gdy tylko dotarł, od razu chwycił za klamkę, drzwi na szczęście nie były zamknięte. W pokoju nie było nikogo, więc od razu skierował się naprzeciwko, gdzie mieszkała Rose. Jej także nie zastał.
- Nathaniel! Anna! - wołał spanikowany, biegnąc do kolejnego pokoju.
Tym razem, drzwi były zamknięte. W korytarzu zrobiło się chłodno. Nie wiedział, czy może czuć się bezpiecznie, więc postanowił opuścić dom jak najszybciej. Szybko wbiegł do salonu i ku jego zdziwieniu, usłyszał głośną salwę śmiechu. Cała dziewiątka jego współlokatorów stała w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się wisielec i śmiała się z niego. Początkowo, nie wiedział co się dzieje, jednak już po chwili zaczął na nich krzyczeć.
- Debile jesteście! Prawie po policję zadzwoniłem!
- To taki żarcik, nie złość się. - Jake próbował go uspokoić.
- Spokojnie, to z okazji halloween. - dodał Derek, podchodząc do niego i poklepując po ramieniu, obdarzając przy tym Jake’a wrogim spojrzeniem.
- Jak wy to zrobiliście? - Alex nadal był rozemocjonowany.
- Mieszkasz w domu czarownic, debilu. - warknęła Rei.
- Zachowuj się, ktoś to czyta! - warknęła Anna
- Może przejdźmy do sedna? - zaproponował Gregory, nerd, z którym Alex jeszcze nigdy nie rozmawiał.
Rose machnęła ręką, a w pokoju od razu zapłonęły świeczki, znajdujące się wewnątrz wydrążonych dyni. Aiko zapaliła latarkę, którą trzymała w ręku i zaświeciła sobie nią od dołu w twarz.
- Kochani czytelnicy! - rozpoczął Nathaniel swoim ciepłym tonem głosu. - Cała ta akcja ze straszeniem Alexa była po to, by życzyć Wam udanego halloween!
- Taa, życzę wam, by Wasi przyjaciele nie przyprawili Was o zawał serca. - mruknął Alex, patrząc nienawistnie na swoich współlokatorów.
- Żebyście zebrali mnóstwo cukierków! - zawołała wesoło Rose.
- I mało psikusów. - dodała Aiko.
- I oczywiście, dla wierzących: Spokojnych Wszystkich Świętych. - dodała Anna.
- Taa, co byście na te Wasze msze zdążyli. - Rei jak zwykle była negatywnie nastawiona do wszystkiego. - Ogólnie, bawcie się dobrze. - dodała, gdy zauważyła spojrzenia jej towarzyszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Tutaj proszę ładnie napisać dla Dandy'ego, co sądzisz: