Cała trójka siedziała przy stole, podczas gdy mężczyzna mył naczynia.
- Czy mogę zapytać, jak zginęła Elizabeth? - zapytał Alexander, przeżuwając jajecznicę, przygotowaną przez gospodarza.
- Utopiła się. - odparł zrezygnowany.
Oczywiste było, że miał dość mówienia o jej śmierci. Pan Whitlock był zmęczony tym wszystkim, nie wysypiał się, a gdy tylko wschodziło słońce był dręczony pytaniami, jednak chłopacy przyjechali tam by wykonać pracę, która wymagała pewnych dyskomfortów.
- Gdzie to się stało? - dociekał Nathaniel.
- Zaprowadzę was po śniadaniu. - zapewnił mężczyzna.
Derek nie był zbyt aktywny tego poranka, głównie milczał, bardzo uważnie, jakby podejrzliwe, przyglądając się Alexandrowi. Gdy skończyli posiłek, całą grupą wybrali się na krótki spacer. Dwie minuty drogi od domu znajdowało się jeziorko, gdzie Sherman lubił wędkować, do czasu. Wraz z Nathanielem szli przodem, a za nimi nieco zgaszeni czarnowłosi.
- Tego dnia, Elizabeth przyszła tutaj malować. Nie wiem co się stało, długo nie wracała, przyszedłem tutaj, a jej nie było. Na brzegu tylko stała sztaluga z obrazem. Po kilku godzinach zadzwoniłem na policję. Tego samego dnia znaleźli jej ciało. - opowiadał.
Przez chwilę wydawało się, że uroni łzę. Spoglądał pustym wzrokiem na horyzont, wspominając swoją ukochaną zapewne. Tymczasem do uszu Alexandra, zaczął dobiegać cichy dźwięk łkania, tym razem nie tak odległy. Zawiał chłodny wiatr.
- Derek, znów to słyszę. - szepnął do towarzysza cicho, tak by pozostała dwójka nie dostrzegła, że coś jest nie tak.
- Co słyszysz?
- Płacz, kobieta płacze. - mówił chłopak, stojąc jak sparaliżowany, chcąc zatkać uszy. Nathaniel spojrzał na nich pytająco, jednak przywódca grupy skinął ręką, by zabrał pana Whitlocka.
- Chodźmy porozmawiać. - rzucił od razu i oddalił się wraz z gospodarzem.
- Rozróżniasz jakieś słowa? - starszy z pozostałej dwójki zapytał od razu, gdy tamci odeszli na bezpieczną odległość.
- Nie. - odrzekł Alex, patrząc na niego przestraszony, jakby liczył, że mu pomoże.
- Czy to ty Elizabeth? - zapytał Derek, kierując słowa w stronę jeziora.
Alexander nagle zatkał uszy szybkim ruchem, zaciskając przy tym powieki.
- Spokojnie, nic ci nie grozi. - zapewniał jego towarzysz, chwytając go za ramiona.
- Łapie oddech, dusi się. - wyjęczał zlękniony.
Starszy objął go, głaszcząc po głowie.
- Musimy dowiedzieć się, czy to Elizabeth.
Alex wzdrygnął się nagle, próbując się schylić, jednak Derek go powstrzymał, przytulając mocniej. Nagle chłopak otworzył oczy, rozglądając się nieufnie.
- Już cisza?
Alex nie odpowiedział, jednak zdjął ręce z uszu i przytulił swojego towarzysza, cały drżał. Po chwili milczenia potwierdził tożsamość kobiety. Gdy tylko poczuł się trochę lepiej, postanowili wrócić do domu. Podczas drogi, Derek opowiedział panu Whitlockowi o wydarzeniu.
- Jakkolwiek to zabrzmi, ulgą jest, że to pana żona, a nie jakiś złośliwy duch. - zakończył, jedną ręką nadal obejmując Alexandra. Teraz już wszyscy byli pewni, że nawiedzenie nie było symulowane przez roztrzęsionego Shermana. Był wyraźnie nieswój, potwierdzenie obecności jego żony prawdopodobnie nim wstrząsnęło.
- Wasz kolega wygląda jakby potrzebował się odprężyć — zatroszczył się o spłoszonego Alexa. - Gdy wrócimy, dajmy mu chwilę na dojście do siebie, a wieczorem napijemy się, w końcu jest postęp. - starał się nie okazywać swojego zaniepokojenia.
Cała trójka przystała na jego propozycję. Po powrocie do domu Derek zaopiekował się swoim współlokatorem i polecił mu się położyć.
Elen po kilku godzinach dojechała do starej farmy, otoczonej jedynie przez pola, gdzie Mark już na nią czekał. Wysiadła z auta i przeszła przez drewnianą futrynę, prosto w ramiona swojego męża.
- Cieszę się, że jesteś cała. - przywitał ją ciepło, przyciskając jej głowę do klatki piersiowej.
- Wyglądasz strasznie. - skomentowała uszczypliwie, gdy w końcu wyszła z jego uścisku. Mężczyzna stojący przed nią, nie przypominał jej męża. Miał przyklejonego sztucznego wąsa oraz brodę a na głowie kapelusz, który bez skrupułów, mogłaby nazwać wieśniackim.
- Zależało mi, by nikt mnie nie poznał. - zaśmiał się, po czym wyszedł z domu, by wyjąć jej torbę, która w pośpiechu wylądowała na tylnym siedzeniu.
- Mało brakowało. - skomentował znów wchodząc do środka.
Zamknął za sobą drzwi i odłożył bagaż. Elen od razu po tym objęła go ponownie, składając na jego ustach pocałunek, który wyrażał całą tęsknotę za nim.
- Coś pani spięta. - zaśmiał się, łapiąc ją za pośladki.
Podskoczyła lekko, odwzajemniając uśmiech, po czym zdarła z niego sztuczną brodę. Gdy ten uniósł rękę, chwyciła go za nią.
- Wąsik jest nawet fajny. - wytłumaczyła, po czym pozwoliła przyprzeć się do ściany, oddając się jego namiętnym pocałunkom.
***** Wieczorem cała czwórka zasiadła wspólnie, by rozluźnić się po całym dniu. Alexander spędził dzień odpoczywając. Derek wyjaśnił mu, że prawdopodobnie poznał swoją moc, że jest łącznikiem z duchami. Znaczyło to, że będzie musiał przywyknąć do zdarzeń podobnych do tego, które spotkało go tego ranka. Pomysł gospodarza, by wspólnie się napić był doskonałą okazją do tego, by na chwilę odciąć się od tego oraz by dowiedzieć się więcej o sprawie, którą się zajmowali. Pan Whitlock, specjalnie dla swoich gości, postanowił przygotować kilka butelek bimbru, który sam zrobił i trzymał w piwnicy od jakiegoś czasu.
- Zdrowie. - powiedział, podnosząc kieliszek, zaraz po tym, jak nalał trunku wszystkim gościom. Chłopcy z uśmiechem wypili, chociaż Alexander nie był co do tego przekonany. Wprawdzie tylko raz był pijany, gdy wraz z Thomasem poznawali uroki taniego wina z lokalnego marketu.
Wiedział jednak, że jeśli coś nie poszłoby po jego myśli, Derek się nim zajmie.
- Pozwoli pan, że zapytam jeszcze o kilka rzeczy.
- Myślę, że to nie jest dobra chwila. - Nathaniel od razu upomniał szefa swojej grupy.
- W porządku, proszę pytać. - Sherman chciał, by sprawa została jak najszybciej rozwiązana.
Mimo zmęczenia tym tematem wiedział dobrze, że chłopcy przybyli tutaj w jednym celu i nie chciał marnować ich czasu.
- W jakich relacjach rozstał się pan z żoną? - zapytał od razu Derek.
- W sensie?
- Czy pokłóciliście się?
- Nie. Naprawdę świetnie się dogadywaliśmy, rzadko występowały jakiekolwiek spory. - zapewnił mężczyzna.
- Rozumiem. A co stało się z obrazem, który malowała przed śmiercią?
- To ten, który wisi w kuchni.
- Dlaczego nie w korytarzu, razem z pozostałymi?
- Jest nieskończony, Elizabeth nie chciałaby, by zawisł wraz z jej innymi dziełami, jednak nie miałem serca go wyrzucić.
Pan Whitlock cenił sobie zdanie żony. Chłopcy odnosili wrażenie, że byli naprawdę zgraną parą, a mąż podkreślał to, szacunkiem do zmarłej kobiety. Gdy tylko Derek otrzymał wszystkie potrzebne mu informacje, pozwolił rozluźnić się pozostałej trójce.
- A ja też mam pytanie, do ciebie kolego. - oświadczył trzydziestolatek kilka kieliszków później, wskazując na Nathaniela.
- Powiedz mi, dlaczego wyglądasz jak kobieta?
Blondyn zmieszał się wyraźnie, podczas gdy jego koledzy parsknęli śmiechem. Normalnie byłoby to nie na miejscu, jednak teraz w ich żyłach płynął alkohol, który dawał się we znaki.
- Nie sądzę, że wyglądam kobieco. - odparł, a jego uśmiech po raz pierwszy, wyglądał na wymuszony.
- Skoro tak uważasz. - mężczyzna przewrócił oczami. - Wiecie, tutaj na wsi, facet to facet. - dodał.
- Na wsi. - zaznaczył cicho Nathaniel.
W obecnej chwili, w związku z bimbrem, poziom jego kultury uległ obniżeniu. Właściciel domu jednak puścił to mimo uszu i od razu zabrał się za nalewanie kolejnego kieliszka.
- Pański sposób picia, jest wręcz dekadencki. - pozwolił sobie zauważyć Derek.
Whitlock nie odebrał tego jako obelgę, sprawiał wręcz wrażenie, że spodobała mu się ta uwaga.
- Nauczyłem się w wojsku. - wspomniał.
- Wojsko to coś strasznego. - wstawiony Nathaniel przewrócił oczyma.
- Idź, bo jak cię… - zagroził mu mężczyzna, unosząc rękę. - Nie, kobiet się nie bije. - dodał z przekąsem, na co Alexander zaniósł się śmiechem.
Nie był rozbawiony tą uwagą, śmieszyło go to, że zawsze opanowany i ciepły blondyn, okazuje dezaprobatę. Sposób, w jaki się złościł był do prawdy komiczny, zwłaszcza że miał już problem z utrzymaniem swojego ciała w pionie. Derek podniósł się wstawiony, jednak trzymał się najlepiej z całej czwórki.
- Idę zapalić. - zameldował. - Idziesz ze mną? - zwrócił się do Alexandra — jedynego, palącego w tym towarzystwie.
- Myślisz, że możemy ich tutaj zostawić? - zaśmiał się młodszy.
- Przecież go nie zgwałcę. - zaśmiał się Sherman.
- No nie wiem. - skomentował blondyn.
- Chodź, nie pierdol. - rozkazał czarnowłosy i pociągnął Alexa za nadgarstek. Chwilę później wyszedł na ganek, odpalając papierosa, a za nim, zataczając się, młodszy.
- Całkiem swój jest ten gościu. - pochwalił gospodarza, próbując wyjąć papierosa.
- Masz, dzieciaczku. - Derek wyciągnął paczkę w stronę kolegi.
- Nie jestem dzieciaczkiem.
- Spiłeś się tak, że ledwo chodzisz. Widać, że rzadko pijesz. - skomentował.
- Wcale nie, patrz. - rozłożył ręce i próbował iść na wprost od domu, jednak po dwóch krokach zniosło go. - Może trochę… - mruknął, gdy odzyskał równowagę.
- Siadaj. - rozkazał, chwytając go za ramię. - Jeszcze trochę i będę musiał zaprowadzić cię do pokoju.
Alexander posłusznie usiadł, po czym skierował wzrok w dół. Zaśmiał się cicho, dwuznacznie interpretując słowa kolegi.
- Z czego się śmiejesz? - zapytał starszy, rozbawiony stanem Alex’a.
- Ty mnie podrywasz. - powiedział wolno, przygaszając papierosa. - Ale ja się nie dam. - zachichotał, po czym wstał. Na jego nieszczęście od razu stracił równowagę i gdyby nie został złapany przez Dereka, z pewnością by upadł.
- Zobaczymy czy się nie dasz. - odparł starszy pewnym tonem.
- Jesteś strasznie pewny siebie, wkurwiasz mnie! - mruczał pod nosem, pozwalając się koledze wprowadzić do domu. - Nie wiem, o co ci chodzi, ogarnij się! - próbował mu ubliżyć, dając się ponieść bimbrowi, jednak ten nic sobie z tego nie robił.
- My idziemy już spać, Alex nie ogarnia. - poinformował Derek, stając w drzwiach z kolegą, który wisiał na jego ramieniu.
- Oczywiście, po co pytać mnie o zdanie. - skomentował cicho młodszy, ledwo stojąc na nogach.
Mozolnie wdrapali się po schodach, co nie byłoby problemem dla starszego, gdyby nie balast na jego barkach.
- Jaki ty jesteś dominujący. Przecież umiem chodzić. - burczał cały czas Alexander.
Pozostała dwójka z ulgą stwierdziła, że na nich także czas. Podczas nieobecności czarnowłosych, nie odzywali się do siebie zbytnio. Oboje za sobą nie przepadali. Pan Whitlock wypił jeszcze kieliszek, na zakończenie wieczoru, po czym dopilnował, by blondyn trafił do pokoju i sam postanowił się położyć.
Po wejściu do pokoju Derek skierował się do łazienki a Alex postanowił, że przebierze się w piżamę. Starszy spojrzał w lustro, poprawiając swoje idealnie ułożone włosy. Czuł się wstawiony, jednak był w stanie zapanować nad sytuacją. Umył twarz i udał się z powrotem do pokoju.
- Co ty robisz? - zapytał rozbawiony, gdy zobaczył młodszego, z rękoma i głową uwięzionymi w koszulce, leżącego na łóżku.
- Przebieram się. - oznajmił niewyraźnie, przez materiał zasłaniający mu usta.
Starszy postanowił mu pomóc, jednak gdy tylko chciał do niego podejść, Alex zaczął zapewniać, że sobie radzi. Oczywiście widział, że jest wręcz przeciwnie, więc szybkim ruchem podniósł go do pionu, tak że młodszy stał przed nim, tyłem do niego. Chwycił koszulkę i z łatwością uwolnił go od niej.
- Nie musisz się mną zajmować! - burknął rozzłoszczony, gdy ręce Dereka wylądowały przy zapięciu jego spodni.
- Muszę. - zaśmiał się, mając usta przy jego uchu i rozpiął guzik.
- Jesteś zboczony, zostaw mnie. - Alexander odrzucił jego dłonie, po czym odwrócił się do niego twarzą. - Naprawdę sobie poradzę. - zapewnił.
- Zobaczymy. - odparł, po czym popchnął go.
Młodszy, jako że miał lekko opuszczone spodnie, nie zdołał utrzymać równowagi i upadł na łóżko, a Derek od razu nachylił się nad nim.