piątek, 14 października 2016

01 - Oszuści, nawiedzenia i to coś.


  Pani Wright, była zgryźliwą, starszą kobietą z zasadami. Siedziała na staromodnym, wytartym fotelu, z czegoś co miało przypominać skórę, wierzgając nerwowo nogami. Ubrana była w bordowy, rozciągnięty sweter, starannie wciśnięty w wysoko podciągniętą, szarą spódnicę. Zwykle oceniano ją jako cierpliwą i opanowaną osobę. Miała podkrążone oczy, jakby nie spała od kilku nocy. Od pewnego czasu jednak, nie była sobą. Jak mówiła, w jej domu, zaczęły dziać się dziwne, niewyjaśnione rzeczy, słyszała różne hałasy, a drobne rzeczy zmieniały swoje położenie. Siedziała spięta, nerwowo zaciskając swoje chude palce. Uważnie przyglądała się trójce swoich gości, siedzących na kanapie na przeciwko niej.

- Słyszycie? - zerwała się z fotela, gdy zza ściany dobiegł dźwięk tłuczonego szkła.

Anna, siedząca na przeciwko starszej kobiety, podniosła się szybko i skierowała do kuchni, z której to dobiegł niepokojący odgłos i od razu zaczęła się przyglądać naczyniom, stojącym obok zlewu. Dwudziestoczteroletnia kobieta, o aparycji typowej szarej myszy, z niechlujnie związanymi w kucyk włosami i okularami, które miały zakrywać jej ładną twarz, była dość sceptycznie nastawiona, jak na kogoś o takiej specjalizacji. Uklęknęła i przyłożyła skroń do posadzki.

- Mam! - zatriumfowała, gdy znalazła mały opiłek szkła, znajdujący się na gumolicie.

- Czy ty na prawdę sądzisz, że ta kobieta udaje? - wyszeptał Jake.

Dwudziestodwuletni chłopak, spojrzał na towarzyszkę z niedowierzaniem, co troszkę ją zmieszało. Był jedyną osobą, którą Anna się przejmowała. On jednak, działał tak na każdą kobietę, był świetnie zbudowanym mężczyzną, doskonałym kompanem i towarzyszył mu nieodparty urok, który jak jego starsza koleżanka uważała, był powiązany z jego przepełnionymi dobrem, brązowymi oczami. Brunetka czym prędzej odkleiła twarz od podłogi, by ocalić swój wizerunek w oczach Jake’a.

- Wyczuwa coś pani? - pani Wright skierowała pytanie bezpośrednio do Anny, niepewnym krokiem wchodząc do kuchni.

- Niestety nie.

- Czy mogłaby pani, na chwilę nas zostawić? - poprosił chłopak, kładąc rękę na ramieniu właścicielki domu, która niechętnie wypełniła jego polecenie.

Dwójka spojrzała na siebie wymownie, po czym Anna wróciła, do poszukiwania przeciwdowodów nawiedzenia tego domu, poprzez przeszukiwanie szafek w pomieszczeniu. Znudzonym tonem, zawołała trzeciego członka ich grupy, który dotrzymywał towarzystwa pruderyjnej staruszce, stojącej w pokoju. Po chwili w drzwiach pojawił się średniego wzrostu chłopak, o kruczoczarnych włosach i delikatnych rysach twarzy, na imię miał Alexander. Stanął u boku wysportowanego kolegi i uważnie przyglądał się, poczynaniom swojej przełożonej.

- Gdzieś musieli schować te potłuczone talerze, prawda? - zapytała, gdy zobaczyła ich pytające spojrzenia.

- Ale kto? - zapytał Jake, podczas gdy zza framugi, wyłoniła się głowa pani Wright, niby niepostrzeżenie doglądającej sytuacji.

- No właśnie… kto? - zamyśliła się na chwilę Anna, lecz po chwili jej mina, jasno pokazała, że na coś wpadła. - Alex! Sprawdź, czy wnuczka jest w pokoju.

Od razu po wydaniu polecenia nowicjuszowi, wróciła do przeszukiwania pomieszczenia, po przesunięciu kosza na śmieci, zaświeciły jej się oczy. Chwyciła znaleziony przedmiot i czym prędzej udała się do właścicielki domu.

- Niestety. - rzuciła do zmartwionej kobiety. - Tak jak sądziłam, jest pani oszustką.

- Proszę uważać na słowa! - staruszka wykierowała w nią palec wskazujący. - Boję się spać we własnym domu, a pani wmawia mi, że oszukuję. To bezczelne!

- Wnuczka śpi. - zameldował Alexander, stając u szczytu schodów.

- Już nie musi się pani bać. - An wyciągnęła dłoń w stronę pani Wright, w której trzymała mały, czarny magnetofon. Nacisnęła przycisk odtwarzania, a przedpokój wypełnił hałas tłuczonego szkła. - Oto pani duch. - wycedziła przez zęby, przyglądając się Jake’owi z satysfakcją.

Poleciła mu też rozliczyć się z panią, a sama, wraz ze swoim czarnowłosym kolegą, opuściła dom. Jak zwykle miała racje, przejrzała tę kobietę od samego początku, jedynym pozytywnym aspektem całej sytuacji, był zarobek.

- Jak widzisz, nie ma się czego bać. Zwykle to zagrażają nam stare zołzy, a nie demony. - skomentowała uszczypliwie gdy tylko usiadła na miejscu kierownicy, spoglądając na zapinającego pas dziewiętnastolatka, usadowionego na tylnym siedzeniu.

- Była bardzo przekonująca. - mruknął chłopak, nieco rozczarowany tym, że staruszka okazała się oszustką.

- Zwykle są bardzo przekonujący, zależy im na nowym domu od miasta, uzyskaniu rozgłosu, lub czasem, po prostu nudzi im się na starość i wymyślają różne rzeczy. Potem robią wszystko, by nie wyszło, że skłamali. - Anna przyuczała swojego podopiecznego do zawodu.

- A czy często dzieje się coś, rzeczywiście, niepokojącego?

- Czasem… -odparła. - Jednak nie spodziewaj się egzorcyzmów, zwłaszcza na początku. - zakończyła uśmiechając się szeroko.

Po krótkiej chwili do samochodu wsiadł Jake, przekazując Annie pliczek banknotów, o które musiał stoczyć walkę z panią Wright.

  Wezwanie, mimo swojej bezcelowości, było bardzo wyczerpujące dla Alexandra, spędził dzień z ludźmi, których nie znał, niezbyt miłej atmosferze, jednak musiał się przyzwyczajać do nowych realiów swojego życia, ponieważ nie mógł wrócić do domu. Marry, jego ciotka, oraz opiekunka domu studenckiego, w którym mieszkał, wyjaśniła mu, że jego rodzice są w niebezpieczeństwie i muszą się ukrywać, dlatego on, wylądował pod jej opieką, w tym niecodziennym środowisku. Właśnie przygotowywał się do snu, gdy w jego pokoju, rozległo się pukanie do drzwi.

- Proszę. - zawołał, siedząc już na swoim legowisku.

Drzwi otwarły się, a do pomieszczenia weszła kobieta w średnim wieku, z trwałą na głowie, odziana w satynową, blado-różową bluzkę, opinającą jej przyduży brzuch.

- Witaj, kochanieńki. - obdarzyła go ciepłym, szerokim uśmiechem. - Chciałam tylko zapytać, jak przebiegło twoje pierwsze wezwanie.

- Anna miała od początku rację, pani Wright oszukiwała.

- Ona jest nie tylko świetnym medium, jest także bardzo inteligentna. Nie bez powodu, właśnie z nią pojechałeś.

- Ciociu, czy mama także jest…

- Wiedźmą? Tak. Jest jedną z silniejszych czarownic, dlatego nie musisz się o nią martwić. Dzwoniła do mnie dzisiaj, jest bezpieczna. - zapewniła go ciocia.

- Dlaczego nie mogą być tutaj z nami? Tutaj nic by im nie groziło, prawda?

- Niestety, jestem jedynie opiekunką tego domu, a to w brew pozorom, jest szkoła. Gdybym przetrzymywała tutaj kogoś, kto nie jest uczniem, dyrektorka dowiedziałaby się. - ręką pogładziła go po włosach. - Nie martw się, Mark i Elen, są na prawdę doświadczeni, nic im się nie stanie.

Alexander chciał ufać siostrze swojej matki, w końcu jego rodzice także jej ufali, wysyłając go do niej.

- Muszę zamknąć drzwi, śpij dobrze. - uśmiechnęła się raz jeszcze, po czym wyszła, zamykając za sobą drzwi.

Alexander starannie przykrył się kołdrą i próbował zasnąć, jednak wspomnienie i natłok myśli, nie pozwalały mu zasnąć. Po chwili niespokojnego, przewracania się z boku na bok, chwycił telefon z zamiarem napisania wiadomości.

“Jest dziwnie. Ciężko to opisać,
ale radzę sobie. Mam nadzieję,
że Ty też sobie radzisz. Śpij dobrze”



  Jake postawił duży, beżowy kubek, obok gazety, którą czytała Anna, po czym sam postanowił zerknąć, na artykuł, który najwyraźniej przykuł jej uwagę. Gdy tylko zdał sobie sprawę, że piszą o kolejnym przypadku nawiedzenia, dokładnie wiedział o czym myśli jego przyjaciółka, co sama potwierdziła słowami.

- Dach im skrzypi, widzisz to? Mieszkają w ruinach, to potem mają, te swoje pseudo nawiedzenia. - jak zwykle, była poirytowana. - Powiedz mi, co sądzisz o tym całym siostrzeńcu pani Marry? - szybko zmieniła temat.

- Jest okej. - odparł, zanurzając usta w herbacie, o smaku czarnego bzu.

- No właśnie, tylko okej. Myślę, że się nie nadaje. - skwitowała, wspominając swojego nowego podopiecznego.

- Jak zwykle przesadzasz. Mogłabyś czasem w kogoś uwierzyć. - skrytykował jej podejście.

Jake współpracował z Anną od dwóch lat, od kiedy to Marry, zaczepiła go na ulicy, mówiąc że wie do czego jest zdolny. Dobrze wiedział, że jego przyjaciółka, jest sceptycznie nastawiona do wszystkiego i wszystkich, jednak widział w niej także tą drugą, ciepłą stronę. Był jedyną osobą, która poniekąd, ją rozumiała i jedyną, którą obdarzała zaufaniem.

- Nie przesadzam. Ludzie nie mają już tego czegoś. - odparła, opierając głowę o dłoń.

- Sądzę, że on ma to coś. - brunet uniósł prawy kącik ust.

- Serio? Przecież on nawet nie chce tu być. - mruknęła zrezygnowana.

- Nie o to chodzi, An. Jest w jakiś sposób wyjątkowy. - podsumował przekonująco.

Oboje zamilkli, wracając myślami do przebiegu dzisiejszego dnia i do ich nowego kolegi. Wydawałoby się, że to już koniec tematu, jednak wieczór nie mógł zakończyć się triumfem Jake’a, chociażby w najmniejszej sprawie.

- To dlatego nie masz dziewczyny! - rzuciła podejrzliwie.

- Stop! - krzyknął rozbawiony. - Nawet o tym nie myśl! Wracaj na ziemie! - zarządał, teatralnie machając dłoniom przed jej twarzą.

- Ja jestem na ziemi, mój drogi. Tak mi się zdawało, że coś za bardzo się do niego uśmiechasz. - spekulowała z podejrzliwym uśmieszkiem.

- Przesadzasz. - Jake próbował odrzucić od siebie oskarżenia przyjaciółki. - On jest po prostu samotny. Słyszałaś o jego rodzicach?

- O jego rodzicach? Co z nimi? - zapytała z nagłym zainteresowaniem.

- Marry coś wspominała, że poszukują ich łowcy, dlatego musieli go tutaj wysłać.

- Słabo. - skrzywiła się. - Teraz rozumiem twoją troskę o niego. Nie myśl sobie jednak, że cię nie obserwuję. - zakończyła, z uszczypliwym uśmiechem opuszczając kuchnie.



Trzy dni wcześniej.
  Aleksander siedział przy stole w jadalni, pałaszując płatki śniadaniowe. Uwielbiał te, o smaku cynamonu. Ranne promienie słońca, drażniły jego podkrążone oczy, przenikając przez jego kędzierzawą, rozczochraną czuprynę. Do pokoju weszła średniego wzrostu kobieta, o trupiej sylwetce, to po niej odziedziczył hebanowe włosy i nieskazitelnie śniadą cerę.

- Dzień dobry. - powiedziała, kładąc dłoń na głowie syna. - Jesteś już spakowany? Wieczorem wyjazd.

- Mamo? Powiedz mi, dlaczego tak nagle zgodziłaś się, bym wyjechał do cioci na studia?

To pytanie trapiło go od dłuższego czasu, dotychczas wszelkie jego prośby były kontrowane argumentem, że wyjeżdżać będzie po szkole, a miejscowe uczelnie są w zupełności wystarczające.

- Zapowiada się, że ja i tata będziemy mieli mnóstwo pracy w tym roku. Już w następnym
tygodniu musimy na wyjechać na jakiś czas. Ciocia na pewno będzie miała cię na oku.

- A czy czasem nie chodzi o… - zawahał się, w obawie że poruszy drażliwy, dla ich obu temat.

- O co?

- O Thomasa..? - wypowiedział niemal bezdźwięcznie.

- Kochanie, nie ukrywam, że nie jestem zadowolona ze sprawy z Thomasem. Jednak zapewniam cię, że nie jest on powodem, dla którego wysyłam cię do Marry. - wypowiedziała opanowanym głosem, lecz dało się wyczuć, że jest zirytowana podejrzeniami syna. - Rozumiemy się?

- Tak, mamo.





9 komentarzy:

  1. Zaiste mój komentarz nie będzie tak dobry jak to opowiadanie, aczkolwiek wielowątkowość trochę mnie przytłoczyła. Czekam z niecierpliwością na następne :)
    P.S. Ja nawet nie wiem gdzie przecinek postawić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba sie skupic, zeby ogarnac. Ale zapowiada sie ciekawie. Ten sms na koncu to do mamy czy do kogo?

    OdpowiedzUsuń
  3. trochę się pogubiłam w ilości osób i retrospekcjach, nie wszystko jest od razu jasne, chyba muszę przeczytać jeszcze dwa razy, żeby zrozumieć o co chodzi a i zastrzeżenia mam co do przedstawienia Alexa - bo piszesz, że rodzice wysyłają go na studia a odnoszę wrażenie jakby miał z 10 lat, Stephenie Kingu ze Strzelców :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogółem bardzo mi się podoba i wciągnęło mnie to opowiadanie, jednak drażnią mnie momentami zbyt wielkie jak na moje oko odstępy, a i postać Aleksandra jest według mnie aż za bardzo dziecinnie przedstawiona, bo odnosze wrażenie jakby miał z 9 lat ;) Jeszcze tylko tam drobne literówki, ale to nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też drażnią te odstępy. Staram się je zmniejszyć, ale blogger sam je powiększa.

      Usuń
  5. Dawaj dalej!!Jak na początek jest super!!☺☺☺

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem przeciwnikiem tego typu opowiesciom. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu ująles fantastyke w bardzi przyjemny sposob. Wciagnelam sie Czekam na kolejna część :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najs opowiadanie <3 tylko się nadal zastanawiam czemu on pobił tą biedną babcię...

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja myslalam ze to wnuczka zrobila zart babci haha

    OdpowiedzUsuń

Tutaj proszę ładnie napisać dla Dandy'ego, co sądzisz:

Free Lines Arrow