niedziela, 16 października 2016

02 - Uśmiechnij się, chcę cię przelecieć.


Alexander stał przy drzewie, plecami przylegając do grubego pnia. Starał się opanować swój głośny oddech, który bez wątpienia przykuwał uwagę. Wychylił się, by sprawdzić, czy to, co go ścigało, nadal idzie za nim. Nie widział nic, jednak słyszał szloch, kobiecy, cichy lament, rozlegający się w całym lesie. Próbował ustalić jakiś plan działania, który wyciągnąłby go z tej sytuacji. Chciał zmienić miejsce ukrycia, jednak był sparaliżowany ze strachu. Nagle wszystkie dźwięki zaczęły milknąć, aż zapanowała niepokojąca cisza. Poczuł, że ma problem z oddychaniem, czemu towarzyszył ogromny ucisk na klatce piersiowej. Szybkim ruchem rozpiął dwa górne guziki w czerwonej koszuli, którą miał na sobie. Przy tej czynności zauważył, że ma na sobie naszyjnik. Nie pamiętał, by go zakładał, był pewien, że go nawet nigdy nie widział Spojrzał na wisiorek, przedstawiający złoty liść, prawdopodobnie grabu. W tej chwili, z drugiej strony drzewa, przy którym stał, usłyszał bardzo wysoki chichot, bombardujący jego uszy krótkimi seriami.

Otworzył oczy i zerwał się do pozycji siedzącej, oddychając głęboko. Kilkakrotnie machnął jeszcze głową na boki, tak jakby chciał wydrzeć się z koszmaru, z którego się właśnie obudził.
- Co to miało być? - mruknął do siebie zaskoczony.

Od razu sięgnął po telefon, by sprawdzić która jest godzina, miał wiadomość, jednak nie było mu dane jej przeczytać, gdyż okazało się, że już był spóźniony na pierwszy dzień zajęć. Wyskoczył z łóżka jak oparzony, wykonał podstawowe czynności przygotowawcze, po czym szybko wybiegł z pokoju. Od razu skierował się do kuchni, by wziąć coś do jedzenia, co mógłby zjeść po drodze. Gdy tylko przekroczył próg, jego wzrok skupił się na jednym, jedynym jabłku, które leżało na chlebaku. Już miał po nie wyciągać dłoń, gdy jakby spod ziemi, wyłoniła się wysoka, a przede wszystkim groźnie wyglądająca dziewczyna, z czarną szminką na ustach, bardzo krótko przystrzyżoną siwą grzywką i fioletowymi, niesystematycznymi pasmami, opadającymi na ramiona. Skomentowała sytuację cwaniackim półuśmieszkiem, po czym udała niby zdziwioną.

- Zabrałam ostatnie jabłko? Jaka szkoda… - powiedziała, wyraźnie rozkoszując się chwilą.

- Pozwolisz mi je zabrać? Jestem spóźniony. - próbował ją przekonać.

- Nie znam cię. - mruknęła, po czym obróciła się na pięcie i skierowała w stronę drzwi.

- Jestem Alex. Oddaj mi je. - starał zachować się dyplomatycznie, jednak trudno było mu ukryć rozdrażnienie jej zachowaniem.

Jabłko już przestało być ważne, mógł sobie poszukać czegoś innego, jednak ona zrobiła to specjalnie, a on nie miał zamiaru jej odpuścić.

- Rei. - przedstawiła się i znów odwróciła do niego. - A co z tego będę miała? - nadal się droczyła, a on zastanawiał się, czy robi to, bo jest zabawna, czy dlatego że jest suką.

- Moją wdzięczność? - zaproponował, chociaż sam był średnio przekonany do atrakcyjności swojej oferty.

- Pff. Myślisz, że mi na niej zależy? - spojrzała mu głęboko w oczy, przymrużając swoje.

- Wiem! - oznajmiła i zbliżyła się do niego. - Może się do czegoś przydasz. - powiedziała, prawie śpiewając, po czym położyła dłonie na jego ramionach, przysuwając się zbyt blisko, by mógł pomyśleć, że chce, by odkręcił jej słoik.

- Czy ty…

- Tak, chcę cię przelecieć. - przerwała mu, chichocząc. Jeszcze zanim dotarło do niego, co się dzieje, zdążyła przyłożyć usta do jego szyi.

- To nie jest dobry pomysł. - mruknął błagalnym tonem, jednak ku jego uciesze, do kuchni wszedł wybawiciel - Jake.

- Widzę, że się zaaklimatyzowałeś. - parsknął śmiechem, gdy tylko ich ujrzał.

Alex szybkim ruchem wymknął się spod niej i zalany rumieńcem skierował się ku drzwiom wyjściowym.




Elen, matka Alexandra, skończyła właśnie rozmowę ze swoim mężem, w której zapewniała go, że jest bezpieczna i nic jej nie grozi. Zmęczona usiadła na hotelowym łóżku, patrząc w wyświetlacz telefonu, na którym szczęśliwa, stała dumnie wraz z dwójką mężczyzn swojego życia, Markiem i swoim synem. Odpłynęła na chwilę, wspominając czasy, gdy ich największymi problemami, były wagary Alexa, lub kilkudniowa delegacja. Zastanawiała się, czy jej siostra Marry, powiedziała już jej potomkowi, o tym, że jest wiedźmą i że wcale nie wyjechała w ramach pracy, tylko musi uciekać. Oddałaby naprawdę wiele, by móc spędzić trochę czasu z synem.
Tymczasem dwa piętra niżej, do hotelowej recepcji, podeszło dwóch mężczyzn, ubranych w czarne, materiałowe, idealnie wyprasowane spodnie, granatowe koszule i grafitowe marynarki. Przedstawili się jako policjanci i okazując stare zdjęcie Elen, zapytali o nią recepcjonistę. Starsza kobieta, ubrana równie elegancko, bez słowa zadzwoniła do pokoju matki Alexa, podczas gdy mężczyźni uważnie się jej przyglądali.

- Powiedziała, że za chwilę przyjdzie. - uspokoiła ich, bo sprawiali wrażenie, jakby im się śpieszyło.

Odeszli na bok, by zamienić ze sobą kilka słów. Jeden z nich, na kartce zapisał "Room 09” - jak wydedukował po numerze, pod który zadzwoniła recepcjonistka, był to pokój poszukiwanej. Zniecierpliwieni mężczyźni, postanowili poprosić kobietę, by spróbowała ponownie zadzwonić i pośpieszyć Elen. Nastała bezwzględna cisza, tak głęboka, że w hotelowym holu, rozbrzmiewał tylko sygnał oczekiwania. Po czwartym dźwięku jeden z nich skierował się w stronę korytarza, w którym były drzwi do pokoi hotelowych. Gdy recepcjonistka odłożyła słuchawkę, drugi od razu dołączył do swojego partnera. Starali się nie hałasować, by nie ściągnąć na siebie uwagi żadnego z lokatorów, zwłaszcza mieszkańca pokoju numer dziewięć. Po przejściu korytarza, w końcu trafili przed drzwi swojego celu. Uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo i podczas gdy jeden z nich wyjął srebrny pistolet, drugi delikatnie zapukał w drzwi.

- Tu policja, proszę otworzyć. - zawołał, jednak odpowiedziała mu tylko cisza.
Tym razem jego palce uderzyły o drzwi trochę mocniej. Po chwili czekania ten z pistoletem kiwnął głową, by zasugerować wejście do pokoju siłą. Nie było to sprzeczne z ich agresywną naturą, więc już po chwili zaparł się i barkiem, mocno uderzył w drzwi, które nie stawiając się, stanęły przed nimi otworem. Ku im rozczarowaniu, pokój był pusty, a jedyną poszlaką, pozostałą w pokoju, były falujące zasłony, poruszane przez wiatr, wpadający przez szeroko otwarte okno. Ten z pistoletem, wbiegł do łazienki, by sprawdzić, czy kobieta się tam nie chowa. Oczywiście, tam także jej nie było.

- Suka uciekła. - skomentował drugi, wychylając głowę przez okno.

Elen była już dwie przecznice dalej, biegnąć co sił w nogach, uciekając przed swoimi predatorami. Była pewna, że gdyby nie domyśliła się, kim są rzekomi gliniarze, już wykrwawiałaby się, bądź leżała związana w ich bagażniku.


Alexander usiadł wygodnie na leżaku znajdującym się na tylnym tarasie ich domu akademickiego, przyglądając się księżycowi. Z paczki marlboro czerwonych, które trzymał w ręce, wyjął papierosa i wetknął go sobie w usta. Zanim go odpalił, przez chwilę przyglądał się stalowej zapalniczce, którą zabrał ojcu, na kilka minut przed ostatnim wyjściem z domu. Wyglądała na bardzo drogą. Powoli zaciągał się dymem, który rozprzestrzeniając się po jego organizmie, wyganiał negatywne emocje, dla niego tak to działało. Czuł się spłoszony. Z natury był introwertykiem, nie lubił poznawać nowych ludzi, odwiedzać nowych miejsc, czuł się dobrze w swoim pokoju, ze swoim jedynym, wiecznym przyjacielem Thomasem i swoimi rodzicami. Jego strefa komfortu, została dość poważnie przekroczona, był w nowym domu, w nowym mieście, szkole, z kompletnie nowymi ludźmi.

- Czy ty się czasem uśmiechasz? - burknął Jake, siadając na leżaku obok, co trochę spłoszyło czarnowłosego, nie usłyszał, że tamten się zbliża.

- Czasem. - odparł roztargniony.

- To tak jak ja, czasem, pokazuję się bez Anny. - zaśmiał się starszy. - Co cię tak martwi?

- To trochę nowa sytuacja dla mnie, nie umiem się odnaleźć. - mruknął, głowę mając skierowaną ku niebu.

- A wcześniej było ci dobrze? - brązowooki miał głowę skierowaną w jego stronę.

- Nie tyle, że dobrze… było bezpiecznie.

- A widzisz. To normalne, że się obawiasz, jednak to szansa, nie, zagrożenie. - starał się go uspokoić.

Chwycił filtr papierosa, którego Alex jeszcze trzymał w ustach i wyjął mu go z nich.

- Moja kolej. - zaśmiał się, jednak tamten nawet nie poruszył głową. - Mógłbyś poświęcić mi trochę uwagi? - zapytał zaniepokojony Jake, jednak nie zauważył reakcji.

Nieco zirytowany chwycił jego głowę, po czym delikatnie przekrzywił ją w swoim kierunku. Bezczelnie wlepiał w niego swój wzrok, tak długo, aż tamten poczuł się na tyle niezręcznie, że zaśmiał się, próbując się odsunąć. Brązowooki jednak nie odpuszczał, patrzył mu w oczy z odległości kilku centymetrów.

- Czasem się uśmiechasz… - skomentował z prowokującym uśmiechem, po chwili jednak zdał sobie sprawę, z tego, jak wygląda ta sytuacja i skrępował się nieco. - Popływamy? - rzucił, wskazując w stronę oczka wodnego, znajdującego się nieopodal, by rozluźnić nieco atmosferę, jednak tak szybko, jak na to wpadł, zrozumiał, że to zdecydowanie dwuznaczne.  

- Nie pływam. - odparł Alexander, udając niewzruszonego, jednak był widocznie zdziwiony otwartością swojego nowego kolegi. - W sumie, pójdę już do siebie. - podsumował, po czym wstał i skierował się do drzwi, prowadzących do domu.

- Fajniejszy jesteś, bez Anny. - dodał na odchodne.

Jake położył się w leżaku, zaciągając się papierosem, którego skradł młodszemu i uśmiechnął się szeroko do siebie.



Alex wyszedł spod prysznica. Postanowił pójść jeszcze do kuchni, by napić się mleka. Nie zapalając światła, przeszedł przez długi korytarz, z którego obu stron, były drzwi do pokoi jego współlokatorów. Przez jego myśl przeszło, że to dziwne, że mieszka tam już trzy dni, a nie poznał nawet połowy ludzi, którzy mieszkali z nim w domu. Gdy tylko minął próg kuchni, ujrzał skuloną postać, siedzącą na narożniku pod ścianą. Z początku zaniepokoił się trochę, że może to być Rei, nimfomanka, która rano próbowała go przelecieć, jednak po chwili zauważył, że jest to mężczyzna. Chłopak postury podobnej do niego, jednak jeszcze chudszy, z długimi blond włosami, ześlizgującymi się ze stołu, na którym bezwładnie leżała jego głowa. Wstępnie, chciał się napić i po prostu wyjść, jednak stwierdził, że chłopakowi mogło coś się stać. Bezszelestnie podszedł do niego i pogładził go po ramieniu. - Przepraszam? Wszystko w porządku? - zapytał, jednak on nawet nie podniósł głowy. Zacisnął dłoń między jego ramieniem a szyją, tak jak uczono go w szkole, że powinien robić, gdy chce sprawdzić czyjąś przytomność. Na jego nieszczęście, chłopak był przytomny, bo od razu, odruchowo, uderzył go łokciem w klatkę piersiową. Alexander zakrztusił się, a blondyn podniósł głowę i spojrzał na niego nieprzytomnym wzrokiem. - Znów zasnąłem? Zabawne… - mruknął, po czym wstał i ociężałym, powolnym krokiem, opuścił pomieszczenie. Czarnowłosy zaspokoił swoje pragnienie, po czym udał się do pokoju i od razu położył się do łóżka. Zanim jednak zasnął, przypomniało mu się o tym, że miał SMS-a. Niechętnie wystawił rękę po telefon i gdy tylko jego oczy, przyzwyczaiły się do rażącego światła aparatu, odczytał wiadomość.
"Hej Alex, jest źle.
Zadzwoń, proszę.”

[edit 18.10.2016 v1,1]






5 komentarzy:

  1. Powiem szczerze - wciaga! Czekam na kolejna czesc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się pomysł z domem pełnym młodych ludzi (może być ciekawie :D) Czekam na kolejne rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się pomysł z domem pełnym młodych ludzi (może być ciekawie :D) Czekam na kolejne rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
  4. rozumiem, że Alex to gej, co to za "predatory" Elen i fajnie wciągająco się kończy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podtrzymuję opinie swoją, że wciąga konkretnie, nic dodać nic ująć - jest lepiej :)

    OdpowiedzUsuń

Tutaj proszę ładnie napisać dla Dandy'ego, co sądzisz:

Free Lines Arrow